- Vera wstawaj! Spóźnisz się do szkoły!- Obudził mnie wrzask mojej macochy Cralie. Jak ja nienawidzę tej baby.
- Jeszcze 5 minut! - Nie chce iść do tego zła! Pff.
- Nie ma mowy, na dole już! - O teraz to nie wkurzyła.
Przed wściekłością macochy zeszłam na dół, po czym skierowałam się do kuchni.
- Kochanie zrobiłam Ci tosty i drugie śniadanie. - Tak, wydaje się być miła ale nie radzę jej wkurzać.
- Dziękuje i przepraszam za tamto. - Powiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
- No idż już bo się spóźnisz.
Ubrałam się w białą blizkę z napisem ,, Yes", czarne spodenki i białe vansy. Włosy rozpuściłam i lekko pofalowałam, po czym udałam się do szkoły. Szłam spokojnie i wolno, nie śpieszyłam się bo było dość wcześnie. Po 20 minutach doszłam do szkoły. Gdy weszłam odrazu udałam się do mojej szafki. Nagle otwierałam szafkę poczułam iż kogoś uderzyłam.
- Jejku przepraszam, ja nie chciałam. Nic i się nie stało? - Zapytałam z troską w głosie. Lokowaty brunet chciał coś powiedzieć ale dzwonek mu przeszkodził - Ja już muszę iść to pa.- Uśmiechnęłam się i udałam się na angielski. Siedziałam tam obok nowego blodyna. Miałam do dosyć! Gadał ze swoimi koleżkami i suę ze mnie naśmiewał i co że mam okulary?!
- Mam już tego po dziórki w nosie! Nie wytrzymam! Ugh! Wychodzę! - Gdy to powiedziałam w kladie była cisza, jak powiedziałam wyszłam. Siedziałam na ławce przed szkołą i płakałam. Dlaczego nikt mnie nie toleruje? Lubię się uczyć i noszę okulary, ale czy to powód by się ze mnie wyśmiewać? Nie znam odpowiedzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz